Poznań: moje ulubione miejsca

Poznań ma swoją specyfikę. Nigdzie nie widziałam tylu ramenów i serników w menu.

W artykule dla „National Geographic Traveler” nazwałam niedawno Poznań gastronomiczną stolicą Polski. I nie czuję wcale, by było w tym choć trochę przesady. Ilekroć odwiedzam Poznań, mam wrażenie, że w jego kuchni dzieje się o wiele więcej niż w Warszawie czy Krakowie, a już na pewno więcej niż we Wrocławiu.

Z racji bliskości Berlina, w którym dominuje kuchnia azjatycka, poznańskie powietrze też ma aromat świńskiego wywaru. Przybywa miejsc specjalizujących się w japońskim ramenie o chińskim rodowodzie, a sporo restauracji włączyło go do swojego menu. Nieco słabiej obsadzona jest wietnamska pho – właściwie można ją zjeść tylko w Cafe La Ruina na Śródce i Phobarze na Jeżycach. Poznań natomiast jako pierwszy w kraju doczekał się sushi w wersji peruwiańskiej. Chodzi o styl nikkei, bardzo modny w Stanach, głównie za sprawą Ferrana Adrii, zdobywcy trzech gwiazdek Michelin – ale o tym więcej poniżej, w akapicie poświęconym restauracji Yuzu.

Równie mocno jak trend azjatycki rozwija się w Poznaniu kuchnia lokalna, wielkopolska. Przybywa porządnych i ambitnych rzemieślników, którzy bez kompleksów sięgają po lokalne składniki, czerpią z poznańskiej tradycji, pieką chleby, kulebiaki, sami robią wędliny.

Poznań wypracował sobie także alternatywę dla przyklepanej przez unijny certyfikat tradycji pieczenia świętomarcińskiego rogala na margarynie i sztucznych aromatach. W paru miejscach można kupić rogale robione na prawdziwym maśle, z dużą ilością bakalii, miodu i białego maku. Orędownikami i inicjatorami rogalowej dobrej zmiany są przede wszystkim Monika i Jan Pawlakowie, właściciele Raju i Cafe La Ruina, ale rogale na maśle można także kupić w Innej Piekarni (według przepisu Moniki) i w Piece of Cake. Jednak rogalowa gorączka rozpala miasto właściwie tylko w listopadzie, bo w pozostałe miesiące mieszkańcy Poznania żywią się głównie sernikiem. Z jego nieskończonych wariacji znów słynie Cafe La Ruina. Serowe wypieki serwują także inne kawiarnie (między innymi Bardzo, Warzywniak czy znów Piece of Cake).

Ale nawet Poznań czasami głupieje i w pogoni za modą bezmyślnie kopiuje pomysły sąsiada zza ściany. Nie wiem, co takiego się wydarzyło ostatnio, czy marmur staniał, czy przedsiębiorcy pogrzebowi postanowili wyprzedać zalegający w magazynach materiał, dość, że w wielu miejscach leży on nie tylko na barach, lecz także stolikach – generalnie przykrywa wszelkie możliwe formy płaskie. Jeśli już pojawia się marmur, to koniecznie w towarzystwie roślin tropikalnych, pewnie, żeby tak smętnie nie było. A jeśli się da i ściana jest wolna, to tapetuje się ją również w tropikalne motywy, najchętniej we wzory najbardziej hipsterskich roślin, czyli w gigantyczne liście monstery i bananowca. Marmur z zielenią to jeszcze nie komplecik – do szczęścia potrzebne są miedziane, połyskujące złotem rurki, z których robi się lekkie konstrukcje, przepierzenia, półki, a nawet lampy. Po paru dniach spędzonych w Poznaniu można mieć wrażenie, że odwiedziło się nie parę lokali, ale jedną restaurację – tak wszystkie są do siebie podobne. Nie będę się pastwić i wymieniać ich z nazw, ale liczę, że następnym razem znajdę w ich wnętrzach jakieś urozmaicenie.

Poniżej spis miejsc, które przykuwają moją uwagę – jeśli macie inne ulubione adresy, napiszcie o nich koniecznie w komentarzach. Postaram się zajrzeć w te miejsca przy kolejnej kulinarnej delegacji.

KUCHNIA AZJATYCKA

Yetztu
ul. Bolesława Krysiewicza 6
Prekursorzy ramenu – nie tylko w Poznaniu, lecz także w całej Polsce. O jakości ich klusek niech świadczy fakt, że zaopatrują się w nie inne ramenownie, na przykład stołeczny, roślinny Vegan Ramen Shop. W menu Yetztu japońska zupa występuje w aż ośmiu odsłonach. To trzy klasyczne wersje: shio, shoyu i vege shoyu (28 zł), oraz pięć wariacji, między innymi z kaczką, yakitori z kurczaka, tofu czy wontonami i kimchi (30-32 zł). Yetztu jest malutkie i bardzo popularne, co oznacza, że stolik należy rezerwować przynajmniej parę dni wcześniej.

Mikoya
ul. Krysiewicza 6b
Tuż obok Yetztu jakiś czas temu otworzyła się Mikoya. To biznes tych samych właścicieli i Kohei Yagi, znanego wśród smakoszy Japończyka, który gotuje, autora bloga o kuchni japońskiej, często zatrudnianego w charakterze restauracyjnego konsultanta do spraw umami. Wie, jak je wydobyć nawet z jabłek i kapusty, czego przykładem może być wspomniany już wcześniej stołeczny Vegan Ramen Shop, dla którego przygotował roślinną wersję bulionu. W restauracji Mikoya jest współwłaścicielem i twórcą menu, jest więc jeszcze bardziej japońsko niż za ścianą obok. To nieco większy lokal, tłum w nim także spory, a głównych dań do wyboru aż pięć. Zjemy tu lekki, klarowny bulion na bazie mięsa drobiowego i wieprzowego assari, biały, gęsty i konkretny kotteri, shojin vegan przygotowany z warzyw, wodorostów i pasty miso, delikatny tori shoyu na wywarze drobiowym oraz gesty i kremowy miso uma gotowany na kościach wieprzowych z mieszanką trzech past miso (wszystkie w cenie 30 zł).

Mikoya poznan-1

Zen On
ul. Ratajczaka 25
Kuchnia staranna, choć tutejszej tempurze brakuje pożądanej lekkości. To tylko mały szczegół, bo reszta rzeczywiście robi wrażenie (ceny za jedno danie od 15 zł do 41 zł). Udon podaje się tu z dwoma rodzajami bulionu: rybnym i mięsnym doprawionym curry, a wariantów dobranych do nich kompozycji składników jest równo po trzy. Do tego jeszcze trzy opcje ramenu z bulionem miso i masłem orzechowym, przystawki, sporo dodatków, a także bułeczki bao oraz smażony udon z warzywami.

IMG_6812

Gescheft
ul. Żydowska 28
Nie dość, że Gescheft, to jeszcze na Żydowskiej. Idąc tu pierwszy raz, byłam przekonana, że wybieram się do restauracji z kuchnią żydowską. Tymczasem w tym bezpretensjonalnym bistro do kuchni i jej etnicznych granic podchodzi się nader swobodnie. Dominują azjatyckie smaki w wydaniu bardzo prostym, wręcz skrótowo domowym, bez silenia się na skomplikowane techniki. W menu oczywiście ramen w róznych wariantach (25-29 zł), koreańskie sushi czyli gimbap (16-18 zł), czy burger z japońskim schabowym (15 zł), a do tego dobry wybór rzemieślniczych piw.

Meat Us
ul. Żydowska 26
Tuż obok Gescheftu znajduje się prawdziwa mięsna świątynia. Meat Us polecili mi poznańscy szefowie kuchni, którzy po godzinach marzą tylko o świętym spokoju i porządnej kanapce z mięsem. Kanapki okazały się tak dobre, że jedną z nich przywiozłam do Warszawy mojemu szefowi kuchni, czyli Kuchcikowi. Zajadał się nią, aż mu się uszy trzęsły. W Meat Us przy Żydowskiej do mięciutkich bułek, a ostatnio także bao, azjatyckich bułeczek na parze, wkłada się szarpaną łopatkę wieprzową, golonkę, boczek, pastrami, steki i kaczkę, a wszystko doprawia sezamem, sosem hoisin, kimchi, wasabi lub świeżym imbirem (ceny od 17 zł do 24 zł).

Wypas
ul. Jackowskiego 38
Jedyna wegańska restauracja w tym zestawieniu. W Poznaniu, w przeciwieństwie na przykład do Wrocławia, który kuchnią roślinną stoi, trudno o wegańską kuchnię. Wśród klientów Wypasu przeważają jednak wszystkożercy, sporo z nich wpada tu z psami, co szczególnie widać w weekendy, kiedy lokal zamienia się w prawdziwą psiawiarnię. Wypas istnieje od czterech lat, ale jeszcze do niedawna był otwarty tylko w dni powszednie. Długo więc nie miałam szansy go odwiedzić, bo wpadałam do Poznania głównie w weekendy. Ostatnio jednak się udało i z wielką przyjemnością zawitałam w lokalu w przepięknej starej kamienicy na Jeżycach, by spałaszować falafele na sałacie (14 zł). Wypas załapuje się do azjatyckiej stawki mojego zestawienia, bo znosi go coraz bardziej w tym kierunku. W menu pojawił się nawet ramen w wegańskiej wersji, którego jeszcze nie jadłam, ale którego jestem bardzo ciekawa (16/26 zł). Poza tym są sajgonki (12 zł), tajska zupa tom kha (14/24 zł), wegańskie sushi (29 zł) i koreańskie bao z marynowanym tofu (19 zł).

wypas kuchnia wege poznan-1 wypas

Umami Sushi
ul. Wodna 7/2
W Umami gotują Koreańczycy, dwóch skromnych i uśmiechniętych kucharzy zmagających się z trudną materią poznańskich gustów. Jest zatem przede wszystkim sushi, udon, soba, ramen, ale też psim swędem odrobina autentycznej, fajnej kuchni koreańskiej: zupa z kimchi (8 zł), zupa rybna z ciastkami rybnymi odeng (15 zł), bulgogi (38 zł), bibimbap (40 zł) i żeberka z grilla galbi (49 zł).

Umami Sushi ul. Wodna 7/2

KUCHNIA POLSKA 

Modra Kuchnia
ul. Mickiewicza 18/lok. 2
Przebojem tego przytulnego, kameralnego miejsca jest wyrośnięta na drożdżach razowa pyza z pieczoną, tłuściutką kaczką. Pyza jest leciutka, a kaczka rozpływa się w ustach, towarzyszy im słodki sos wiśniowy i modra kapusta. Świetne są także wypiekane na miejscu kulebiaki z baraniną czy łososiem oraz cepeliny. Szefem i właścicielem Modrej Kuchni jest Szymon Sławiński, który doświadczenie zdobywał pod okiem między innymi legendarnego Alberta Roux, a potem przez lata gotował w kultowym dla poznaniaków klubie Dragon. Teraz specjalizuje się w autorskiej kuchni ludowej – jego podejście do polskiej tradycji kulinarnej jest bardzo inspirujące. Chciałabym nauczyć się kiedyś wypiekać takie kulebiaki! Więcej o Modrej Kuchni przeczytacie TU.

A Nóż Widelec
ul. Czechosłowacka 133
Restauracja ma lokalizację trudną, pośrodku niczego, ale jak podkreśla szef, to w istocie jej walor, bo przynajmniej jest gdzie zaparkować, a nawet się zdrzemnąć – nad restauracją działa hotel. Może się przydać, jeśli zaczniecie próbować miejscowej kuchni, bo zechcecie skosztować wszystkiego. I delikatnych, muślinowych pierożków mamy Michała Kutra, właściciela i szefa kuchni A Nóż Widelec, zupy szczawiowej z przepiórczym jajkiem, rydzów smażonych na maśle, jagnięcej biodrówki czy raków w sosie koperkowym. Michał Kuter z kuchni polskiej uczynił swój oręż – najprostsze i najbardziej opatrzone dania na jego talerzach nabierają wigoru, koloru i powabu. Takiego wydania polskiej kuchni chciałoby się więcej, nie tylko w Poznaniu, ale i w całym kraju.

a noz widelec michal kuter kuchnia wielkopolska poznan a noz widelec michal kuter kuchnia wielkopolska poznan

Toga 
pl. Wolności 13

Przedziwna nazwa i wystrój inspirowany scenografią „Niewolnicy Isaury” oraz wnętrzem gabinetu prezesa spółki na skraju bankructwa. Niemniej w krótkiej karcie same dawno niewidziane lub zaskakujące pomysłami mięsne cymesy w domowym wydaniu, czasami wzruszająco nieporadnym wizualnie, ale bajecznie smacznym – wędzony jesiotr z blinami, ostra zupa na koźlinie, konina ze smardzami, faszerowana gęś, wołowe serca w grzybach.

KUCHNIA MIĘDZYNARODOWA 

Cafe La Ruina i Raj
ul. Śródka 3
Monika Mądra-Pawlak i Jan Pawlak, weterani wszystkich zestawień, ulubieńcy poznaniaków, nieustraszeni harcerze w walce z margaryną w rogalach, a przede wszystkim podróżnicy, którzy z kolejnych wypraw przywożą autentyczny smak potraw i pomysły na najbardziej obłoczne serniki w mieście. Menu w ich Raju jest iście rajskie i smakuje wakacjami. Są tu trzy dania z Tajlandii (ryż jaśminowy z indykiem – 26 zł, pad thai – 29 zł, curry – 37 zł), trzy z Wietnamu (banh mi – 30 zł, pho z Hanoi – 28 zł, sałatka z wołowiną – 32 zł) oraz trochę smaków z Boliwii i Peru, czyli z ostatniej, trwającej jeszcze wyprawy Moniki i Janka po obu Amerykach, którą możecie śledzić na Instagramie.

Oskoma
ul. Mickiewicza 9
Adam Adamczak nie przywiązuje się do żadnej kulinarnej tradycji, gotuje światowo i z fantazją. Co jakiś czas wybiera konkretne miejsce na mapie i przygotowuje odpowiednie dla niego menu – ostatnio w tygodniowej wkładce odwiedził Katalonię, Turcję, Wietnam, ale też wrócił do Wielkopolski, serwując czerninę i pyry z gzikiem. Oskoma wyrobiła sobie renomę kuchni dopracowanej, smacznej i podanej w nowoczesny sposób. Nie ma tu jednak białych obrusów, pian na talerzach ani kelnerów dygających przy wejściu. Atmosfera jest swobodna, choć ceny warszawskie, dlatego poznaniacy traktują Oskomę raczej jako miejsce na specjalne okazje. Więcej o Oskomie przeczytacie TU

Yeżyce Kuchnia 
ul. Szamarzewskiego 17
Przestrzeń mojej ulubionej jeżyckiej świetlicy przeszła ostatnio duży remont. Zniknęła patyna, ale pojawiły się modne wynalazki. W karcie również, na śniadanie można zjeść na przykład szakszukę i granolę, a na obiad żeberka w sosie bbq czy kurczaka z chorizo. Menu zrobiło się długie i jest pełne zaskakujących zwrotów akcji – ma i dział podrobów, złożony ze świńskich uszu, gęsich pipków, wątróbki i serc w wiśniówce (po 10 zł), oraz dań wegańskich (pieczeń z ciecierzycy, stek z kalafiora czy pieczony seler – wszystko po 25 zł). Te ostatnie w sumie cieszą, bo prócz Wypasu niewiele jest w Poznaniu miejsc, w których można zjeść stricte roślinny posiłek. Już myślałam, że w zawierusze zmian zniknął główny pretekst moich wycieczek na Jeżyce, czyli gzik z olejem lnianym i ziemniakami (17 zł), ale nie, ostał się jakimś cudem i, onieśmielony światowym towarzystwem, przyczaił się na końcu menu.

IMG_6818

KAWIARNIE 

Piece of Cake
ul. Św. Wojciech 27
Bujam się potajemnie w tej poznańskiej Norze Jones. A może w Aninych wypiekach, równie jak ona delikatnych, dziewczęcych i kuszących? Nie wiem już sama, ale z pewnością Piece of Cake to jedno z najbardziej słodkich, bezpretensjonalnych i romantycznych miejsc w Poznaniu. Jest też przy okazji najbardziej zielone. Kolekcja wybujałych roślin doniczkowych jest imponująca. Można się tam zaszyć, by po cichu wypić kawę i spałaszować wszystkie ciastka po kolei. Ania piecze świetne serniki z malibu, słonym karmelem czy whisky, szwedzkie semle, eklery, pączki, pain au chocolat i najlepsze w mieście niecertyfikowane rogale świętomarcińskie, czyli croissanty z białym makiem, migdałami, orzechami laskowymi na maśle.

piece of cake cukiernia kawiarnia poznan-1 piece of cake rogale swietomarcinskie poznan-1

Bardzo
ul. Żydowska 29
Kawy z segmentu specialty, duży wybór herbat, a nawet trochę słodkich wypieków i śniadań, w dodatku dostępnych przez cały dzień. Zjecie tu omlet z gruszką i kozim serem oraz grzanki: z awokado, boczkiem i jajkiem sadzonym, a także gorgonzolą, figą i prosciutto (wszystkie za 17 zł). Co jakiś czas Bardzo zamienia się w prawdziwą śniadaniownię i karmi do wyczerpania zapasów. Za barem znajoma twarz – Piotr Lasik pracował kiedyś u Moniki i Janka w Cafe La  Ruina. Uczył się od najlepszych.

bardzo pzn

Taczaka 20
ul. Taczaka 20
Poznański Prenzlauer Berg z wyrafinowaną przestrzenią wprost stworzoną do kawiarnianego lenistwa. Od fotela pod włóczkowym logo na ścianie, przez siedziska z ażurową boazerią za plecami, po krzesła wystawione na ulice – można wędrować z konsumpcją kaw, kanapek, ciast, ale też mocniejszych piw, jak zdradliwy Crazy Mike z Ale Browaru, który, o czym zresztą uprzedza tekst na etykiecie, naprawdę „skopie wam tyłek”.

Minister Cafe
ul. Ratajczaka 34
Kawiarnia mieszcząca się nad multitapem, sutereną z 300 etykietami piw rzemieślniczych. Tu dla przeciwwagi pokrzepicie się śniadaniem oraz wypijecie kawę parzoną alternatywnymi metodami.

Stragan Kawiarnia
ul. Ratajczaka 31

Orędownicy kawy i jajek. Kawę najchętniej przygotowują w aeropressie (pełni tu również funkcję lampki nad stolikiem), chemexie i dripperze, jajka podają w formie omletu. Americano i jajecznica są w tym lokalu surowo zabronione, o czym informuje napis przy wejściu.

NA PROCENTACH

Źródło Bar
ul. Taczaka 15
To moja sekretna melinka, wpełzam w podziemia Taczaka późnym wieczorem, szukając sposobów na strawienie wszystkiego, co zjadłam wcześniej. Szczególnie zatem doceniam tutejszy bogaty wybór whisky – również z Japonii.

Nakarmiona Starecka jest również na Facebooku i Instagramie. Zapraszam!