Pijalnia Ziół Dary Natury – alternatywa dla kawiarni prosto z Podlasia

W centrum hipsterstwa, przy placu Zbawiciela, konsumuje się dary natury. Można wypić kawę z żołędzi, zjeść babkę ziemniaczaną i zaciągnąć się rumiankiem.

Jaglane jabłuszko. Tak nazywa się moje ulubione śniadanie. To delikatna, ugotowana na mleku sojowym, doprawiona cynamonem, imbirem i goździkami jaglanka. Przykryta jest warstwą kwaskowatej żurawiny, puszystym słodkim musem z jabłek oraz orzechami. Porcja nie jest duża, ale w sam raz, a kosztuje tylko 10 złotych.

Wpadam na nią ostatnio często, bo przy placu Zbawiciela pojawiła się prawdziwa oaza normalności z bezpretensjonalnym klimatem. To Pijalnia Ziół Dary Natury, miejsce, w którym można usiąść i sączyć napar z rumianku lub strzelić szota z karczochów, zapominając, że jest się w samym centrum Warszawy.

Nie ma tu modnych mebli, żyrandoli i tapet. Są za to dary natury. Swojskie ławy i stoliki z plastrów grubego drewna, girlandy pachnących ziół zwieszające się ponad głowami gości i inspirowana roślinnymi motywami ceramika absolwentki ASP, która po studiach wróciła do rodzinnych Korycin.

A jeszcze bardziej sielsko jest w karcie. Bo prócz naparów, herbat ziołowych i owocowych w Pijalni Ziół Dary Natury można też coś przekąsić. Każde danie ma wyszczególnione składniki, a większość bazuje na ziołach pochodzących z upraw ekologicznych. Jest zatem zielone jak murawa ciasto pokrzywowe (15 zł), gruszka na gorąco doprawiona przyprawami piernikowymi (8 zł), ciasteczka z ziołami i płatkami kwiatów (10 zł) czy też brownie z mąki żołędzi i topinamburu (12 zł).

Pijalnia Ziół to pierwszy w Warszawie flagowy sklep Darów Natury. Wyroby marki można już dostać praktycznie wszędzie, ale tylko tu są one w pełnym asortymencie. Przyznam, że za każdym razem wychodzę stąd z jakimś nowym produktem w torebce. Ostatnio z lukrecją, ślazem dzikim i prawoślazem, herbatką dla nerwusów i olejem z rokitnika, czyli zestawem dla żołądkujących się i cierpiących na dolegliwości gastryczne. Ciężko na tym poprzestać, bo półki uginają się od przetworów z pokrzywy i portulaki, miodów, syropów, soków, olejów tłoczonych na zimno (na przykład z nasion pokrzywy czy z dzikiej róży) i zdrowych przekąsek (ciasteczek żołędziowych, groszków z borówki wysokiej czy owocowych chrupek z pigwowca).

Dary Natury to jedna z największych firm w Polsce produkująca żywność ekologiczną i produkty zielarskie. Założył ją w 1990 roku Mirosław Angielczyk, dziś doktor botaniki, absolwent mojej Alma Mater – SGGW. Osobista historia założyciela, wnuka babki zielarki, który jako nastolatek dorabiał sobie zbiorem dzikich roślin, jest równie przekonująca jak miejsce, z którego pochodzi. Firma mieści się na Podlasiu, wciąż jednym z najczystszych rejonów Polski, koło Siemiatycz, a dokładniej w Korycinach.

Podlasie, a jakże, również wybrzmiewa w karcie. Spróbujcie wegetariańskiej babki ziemniaczanej, którą serwują tu z kubkiem barszczu na zakwasie (18 zł). Jest delikatna i pyszna, barszcz tylko może nazbyt kwaśny, bo z dodatkiem soku z pigwowca. W razie czego babki można nie popijać albo w ogóle zamówić bułkę z innym lokalnym specjałem, czyli z serem korycińskim i pieczonymi warzywami (12 zł).

Ja z reguły fiksuję się na słodyczach, bo jest ich cała kusząca gablota. Z dziką wręcz przyjemnością zajadam się tartą z musem dyniowo-różanym (14 zł) i piernikiem z czekoladą, podanym z tym musem obok, w miseczce (12 zł). Skończy się na tym, że kupię sobie cały słoiczek dyniowo-różanej rozkoszy! Piernik jest z mąki pszennej i żytniej, jaj, miodu, oleju, cukru, sody oczyszczonej, herbaty, kakao i przyprawy piernikowej Dary Natury (tak, wszystkie składniki, jak pisałam wcześniej, są uwzględnione na etykiecie).

Jabłecznikiem na gorąco (12 zł) też nie pogardzę, a tym bardziej figlarnymi tarteletkami (pigwową z płatkami nagietka, dyniowo-różaną z żurawiną, porzeczkową z płatkami róży, 9 zł). Omijam natomiast ciasto Marcinek (15 zł), bo chociaż wygląda jak ukraiński miodownik, to wcale tak nie smakuje, a także zielone ciasto pokrzywowe (15 zł). Oba te desery smakują mdłym kremem na bazie śmietany i są dla mnie zbyt ciężkie.

Jeśli ktoś nie może pić kawy jak ja, znajdzie w Pijalni prawdziwie odlotowy alternatywny raj. Kawę z żołędzi, topinamburu, konopi, orkiszu, a nawet nasion chia, które od razu można zamówić w trzech wariantach, czyli miniaturowym zestawieniu degustacyjnym. Warto spróbować, która smakuje nam najbardziej. Ja idę jak dzik, w żołędzie.

Do picia w zimowym menu są jeszcze normalna kawa, tyle że przykładowo piernikowa z mlekiem czy rozgrzewająca z chili i kakao, grzańce: jabłkowy i witaminowy, oraz liczne herbatki, na przykład na zimowe infekcje. Nie próbowałam jeszcze szotów z pokrzywy, czosnku niedźwiedziego, karczocha, mniszka i jarmużu ani soków z kiszonej kapusty, kiszonego buraka, brzozy z pigwowcem i białej kapusty. Zostawiam sobie te przyjemności na wiosnę. A także wyprawę do ogrodu botanicznego z największym zbiorem roślin leczniczych w Europie, który znajduje się na terenie głównej siedziby Darów Natury w Korycinach. Co roku odbywa się tam szkolenie dla zbieraczy. Tego jeszcze nie próbowałam.

 

Pijalnia Ziół Dary Natury 
ul. 
Mokotowska 19, wejście od Marszałkowskiej
Warszawa
godziny otwarcia: pon.-pt. 8-21, sob. 9-21, niedz. 11-20